Ziemia podolska

Tu ludzie są wprawdzie prości, ale życzliwi. Dużo z nich może dobrze nie umie po polsku mówić, ale myśleć i czynić to umieją po staropolsku. Lepsi oni Polacy i patrioci, jak niejeden z was, panowie szlachta herbowa. Na oko to się zdaje, ze to takie zwyczajne „czanoroby" ale wglądnijcie w ich myśli, w ich duszę, to przekonacie się, że to jest zdrowa roślina szczepu Piastowskiego, że to Lechici z krwi i kości. Są to ludzie nie od parady lub zjazdu, tylko od trwałej, żmudnej, wytrwałej pracy. Więc zaproszą was z otwartymi ramionami i ugoszczą czem chata bogata. Tylko wy żebyście to ocenić umieli, o co u was bardzo ciężko, panowie szlachta. Widzicie -już nas zapraszają! Jak się nazywają nie powiem.

Wiem tylko, że to wszyscy starzy przyjaciele mego ojca. Gdzie niektórzy nawet mnie nie znają. Ale to nie szkodzi - tu szanują syna za uczciwość ojca, i ciebie i twoje dzieci będą szanować i w biedzie poratują. Byś tylko był uczciwy jak twój ojciec, jak oni wszyscy. Więc chodźmy, a przy sposobności obejrzymy gospodarstwo i obyczaje.

Brama lub wrota zamknięte na głucho, bo to dziś niedziela. Wchodzimy furką. Podwórze czysto umiecione, stajnie otwarte, ale założone wrótkami, by się które bydlę nie spuściło, bo jakby poszło po ogrodach, to by narobiło szkody. Dalej stodoła z potężną bramą, a za nią sad. Drzewa owocowe uginają się pod dojrzewającymi owocami. Tu stoi kilka pni pasieki. Pszczoły brzęczą w promieniach południowego słońca.

 Wprowadzają nas do chaty wielkiej, bo dom dzieli się sieńmi na chatę wielką i małą. W małej gospodarzy się w dni powszednie, w wielkiej spędza się uroczystości świąteczne i przyjmuje gości. Koło drzwi stoi carnik z półkami na paradny talerze. Stoją na półkach talerze kantem, tak by było widać kolorowe kwiaty. Półki sięgają aż pod sufit. Ława długa z poręczami zajmuje całą ścianę od carnika aż do rogu, i od rogu aż do pościeli. W tym rogu w dzień Bożego Narodzenia stoi snop zboża, a w nim sierp i opłatek. Naprzeciw wejścia stoi skrzynia malowana w różne desenie. Skrzynia ta stanowi skarbiec domowy. W niej przechowują nową świąteczną odzież i różne dokumenty.

Dalej pod ścianą stoi pościel wyścielona kolorowymi weretami, a na niej w głowach stos poduszek, ułożonych jedna na drugą aż pod sufit. Przebrane one w białe poszewki z wyszyciami i koronkami. Ściany obite do połowy kolorowym, kwiecistym papierem. Górą na ścianach obrazy świętych Pańskich kupowane i święcone na odpustach w Winiatyńcach, Czortkowie lub Tarnopolu. Między obrazami bukiety sztucznych kwiatów i małych obrazeczków. Okno o trzech ramach przysłonięte firankami z białej bibułki, wycinanej w różne desenie. Na oknach wazoniki mirtów i fukcyji. Powietrze chłodne, przyjemne i wszędzie kwiaty i kolory, jak w jakiej kaplicy.

Gospodyni podaje obiad. Przeprasza, że się nas nie spodziewała, więc obiad jest skromny. Naprzód barszcz czerwonymi z fasolami, później pierog omaszczony skwarkami, maczany w śmietanie. Taki jest obiad niedzielny u zwyczajnego gospodarza. Są i świetniejsze czasem, ale to się rzadko zdarza. Pogadaliśmy sobie z gospodarzem o różnych sprawach i posiedzieliśmy ładnych parę godzin i czas nam w drogę. Żegnani przez gospodarzy i przepraszani za skromne przyjęcie opuszczamy gościnną zagrodę .......

Władysław Tokarczyk - "Ziemia Podolska".   Pobrane ze strony http://www.ornatowski.com  


ornaments vector